10.25 Pewien znawca Prawa wstał i zadał Mu podchwytliwe pytanie: Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?
10.26 On mu odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?
10.27 Tamten powiedział: Będziesz miłował Pana, swego Boga, z całego swego serca, z całej swojej duszy, z całej swojej siły i całym swoim umysłem, a swego bliźniego jak siebie samego.
10.28 Wtedy Jezus oznajmił: Słusznie odpowiedziałeś. Tak czyń, a będziesz żył.
10.29 Lecz on, chcąc siebie usprawiedliwić, zapytał Jezusa: A kto jest moim bliźnim?
10.30 Jezus, nawiązując do tego, powiedział: Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i napadli na niego bandyci, którzy nie tylko go obrabowali, ale też poranili, zostawili na pół umarłego i odeszli.
10.31 Przypadkiem schodził tą drogą pewien kapłan, zobaczył go i ominął.
10.32 Podobnie lewita, gdy przyszedł na to miejsce, zobaczył go i ominął.
10.33 Natomiast pewien Samarytanin, który tamtędy podróżował i również obok niego przechodził, kiedy go zobaczył, ulitował się.
10.34 Podszedł do niego, opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem, wsadził go na swoje zwierzę, zawiózł do zajazdu i opiekował się nim.
10.35 Następnego dnia wyjął dwa denary, dał karczmarzowi i powiedział: Zajmij się nim, a jeśli coś więcej wydasz, oddam ci, kiedy będę wracał.
10.36 Jak ci się wydaje? Który z tych trzech okazał się bliźnim tego, co wpadł w ręce bandytów?
10.37 Tamten odpowiedział: Ten, który okazał mu miłosierdzie. Jezus na to: Idź i ty czyń podobnie.
Ewangelia Łukasza 10,25-37 (BE)
Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa, miłość Boga i społeczność Ducha Świętego niech będą z nami wszystkimi!
Drogie Siostry i Drodzy Bracia w Chrystusie,
Drogie Przyjaciółki i drodzy Przyjaciele Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego tutaj, w Sopocie,
Drogi Biskupie Marcinie Hintz, droga Iwono Hintz, drogi Pastorze Grzegorzu Fryda,
Drodzy Członkowie Chóru,
Droga Młodzieży z Bremy!
Przywiodła nas tutaj podróż. I jesteśmy szczęśliwi i wdzięczni, że możemy wspólnie przeżywać nabożeństwo w tym wspaniałym kościele. 26 młodych ludzi z Bremy, razem z nami – Saskią i mną – w drodze, w podróży.
Przywiodła nas tutaj podróż. Nie tylko dlatego, że wyruszyliśmy w długą drogę, ze wszystkim, co się z tym wiąże. Sama podróż pociągiem potrafi być czasem prawdziwą przygodą! Być może tu i ówdzie jeszcze czujemy ją w kościach. Także w ten sposób możemy odczuć: przywiodła nas tutaj podróż.
Ale nie chodzi tylko o to. Ta podróż nie zaczęła się dopiero wczoraj, wczesnym rankiem. Jej początek sięga już 50 lat wstecz. Wtedy, gdy ludzie z Gdańska i Bremy wyruszyli ku sobie. Było to w czerwcu 1976 roku, na długo przed waszym narodzeniem, droga Młodzieży. Wtedy właśnie nawiązano pierwsze niemiecko-polskie partnerstwo pomiędzy miastem zachodnioniemieckim a miastem polskim. Było to w czasie wojny – w samym środku tak zwanej „zimnej wojny”. A jednak spotykali się ludzie o otwartych sercach, aby dawać znaki pojednania i przyjaźni. To partnerstwo Gdańska i Bremy żyje dzięki ludziom. Bo największą podróżą jest podróż ku sobie nawzajem. Już wtedy rozpoczęła się ta podróż!
Ta podróż przywiodła nas tutaj i my jesteśmy jej częścią.
I tak: w podróży można wiele doświadczyć. Bez wątpienia ten, kto wyrusza w drogę, widzi więcej.
Prawdziwe są również słowa przypisywane Markowi Twainowi:
„Drogi powstają, kiedy się nimi idzie!”.
Być może więc już sama droga jest warta podróży: zdobywanie nowych doświadczeń, przeżywanie tego, co nieznane, wspólne przechodzenie – jak to się mówi – przez dobre i złe chwile. Spotykanie się ze sobą, przetrwanie trudniejszych odcinków drogi, a może także zawieranie przyjaźni.
Jak wielką radością było dla nas, kiedy w czerwcu byliście u nas w Bremie. Poznawaliśmy się, wspólnie przeżywaliśmy nabożeństwa, słuchaliśmy muzyki, opowiadaliśmy sobie o sobie. Odwiedzaliśmy różne miejsca w Bremie, wspólnie jedliśmy i śpiewaliśmy.
Najpiękniejszymi chwilami tej podróży były dla mnie zawsze również te momenty, których wcale nie zaplanowaliśmy, które po prostu się wydarzyły. Tak było po wspaniałym koncercie chóru „Gloria Dei”. Byliśmy jeszcze razem w sali parafialnej. W pewnym momencie odsłonięto stojący w sali fortepian i usłyszeliśmy ten wspaniały śpiew. Wszyscy byli jak zaczarowani i wsłuchiwaliśmy się w muzykę, która łączy. Gloria Dei – na chwałę Boga. W tej sali było wtedy coś więcej, niż potrafię i muszę wyjaśnić. Jest bowiem siła, która łączy ludzi.
Kto doświadcza Bożej obecności w swoim życiu, ten potrafi dostrzegać ludzi wokół siebie. To część podróży, która przywiodła nas tutaj. Kto podróżuje, ten widzi dalej.
W historii o miłosiernym Samarytaninie wspomniane jest, że ktoś jest w podróży. Jest nim sam Samarytanin. Dosłownie czytamy, że był „w drodze”, że „podróżował”. To właśnie na niego kieruje się nasza uwaga. Na kogoś, kto jest w drodze, na podróżnego.
Historię można opowiedzieć szybko. Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i napadli na niego bandyci. Jego podróż okazała się niebezpieczna, doprowadziła go do sytuacji zagrażającej jego egzystencji, a nawet życiu. Leżał więc przy drodze, poraniony. Kto mu pomógł? Nie kapłan, nie lewita, lecz Samarytanin. Właściwie był obcym. Należał do innego narodu, wywodził się z innej tradycji. I właśnie ten człowiek stał się przyjacielem poranionego. To on wypełnił wielkie podwójne przykazanie miłości:
„Będziesz miłował Pana, swego Boga, z całego swego serca, z całej swojej duszy, z całej swojej siły i całym swoim umysłem, a swego bliźniego jak siebie samego”.
Miłość potrzebuje drugiego człowieka. Potrzebuję „Ty”, potrzebuję kogoś drugiego, kto w najgłębszym znaczeniu tego słowa staje się moim bliźnim. Ale w tej relacji miłości jest jeszcze Ktoś Trzeci – Bóg, który jest z nami w drodze.
Ta miłość otwiera drogi. I ta miłość ma moc leczenia ran.
To wymaga czasu. Być może 50 lat, a być może jeszcze więcej. Ale ta miłość łączy na wiele sposobów. Samarytanin, podróżny, ma oczy otwarte na drugiego człowieka. I poświęca mu czas.
Już to pierwsze jest czymś najważniejszym. O Samarytaninie czytamy: „kiedy go zobaczył, ulitował się”. Tak oddaje to Biblia Ekumeniczna. Dosłownie oznacza to „być wewnętrznie poruszonym”, „odczuwać współczucie”. A zatem droga do drugiego człowieka zaczyna się już we mnie. Kiedy sam zostaję poruszony, mogę również ruszyć w drogę. A wszystko zaczyna się od współczucia.
Jak bardzo jest ono potrzebne w naszych czasach. Potrzebujemy ludzi poruszonych, ludzi współczujących. Tylko ten, kto potrafi współodczuwać, może dostrzec cierpienie i odpowiednio na nie odpowiedzieć. Ze współczucia Samarytanina rodzi się potem konieczne działanie, odważny, zdecydowany krok: opatruje rany, zapewnia rannemu schronienie i troszczy się również o jego przyszłość.
Tego wszystkiego Samarytanin doświadcza i to wszystko czyni w podróży.
Okazał się bliźnim tego, który wpadł w ręce bandytów. W ten sposób obcy stali się przyjaciółmi. Cóż za historia!
Jest ona obrazem mocy Bożej miłości, która łączy, kiedy nią żyjemy.
Ta podróż przywiodła nas tutaj.
Być może jest to również podróż w przeszłość. Babcia Saskii urodziła się w Gdańsku i dorastała tutaj, w Sopocie. Wyobrażam sobie, jak być może jako dziecko zostawiała ślady na piasku tutejszej plaży. Wyobrażam sobie, jak później opowiadała o swoim dzieciństwie, pełna tęsknoty i bólu, także o ucieczce i o przybyciu do nowego miejsca. To mnie porusza…
Jestem przekonany, że wszyscy jesteśmy częścią wielkiej podróży, którą Bóg odbywa razem z nami. I ta podróż każdego dnia zaczyna się na nowo. Kluczem do dobrej podróży jest miłosierdzie: mieć serce, otwierać się na innych, odważnie stawiać kroki ku sobie nawzajem. Na chwałę Boga i z miłości do ludzi. Właśnie dlatego jesteśmy razem w drodze.
Kiedy przed laty wędrowałem Drogą św. Jakuba w Hiszpanii, spotkałem się z piękną tradycją. Nierzadko na skraju drogi widziałem osobliwe kamienne kopczyki. Były to starannie układane jeden na drugim kamienie. Każdy wędrowiec mógł dołożyć do nich swój kamień. W ten sposób powstawały te kamienne znaki.
I tak rodził się piękny symbol: kamienie były usuwane z drogi. Droga stawała się wolna. A ty wiedziałeś: nie idziesz tą drogą sam. Jest ktoś, kto przeszedł nią przed tobą i otwiera ci drogę. I ty jesteś kimś, kto idzie przed innymi. Razem jesteście ze sobą połączeni.
Kamień po kamieniu budujemy most prowadzący do pokoju. Amen.
